czwartek, 12 marca 2020

Rozdział 2

Ja się dziwię tym Rosjanom.



27.01.2015 roku
                                                                                                                                           Godzina 10:05

Rozumiecie, że siadła elektrownia w moim mieście? W wiadomościach mówią, że "to wina przeciążonych linii energetycznych", "zbyt dużej ilości urządzeń w domach", sratatata.
Chociaż jak tak patrzę na swoje mieszkanie, to konsola, telewizor, całą kuchnia i elektryczny flashlight są podłączone do prądu... Może coś w tym jest? Niedawno odwiedził mnie przyjaciel z Rosji. Poznaliśmy się w szkole, gdy przysłali go na wymianę. Dobra morda z niego. Popiliśmy przez wekeend... wikend... Przez sobotę i niedzielę waliliśmy w gaz.
Był trochę blady jak wyjeżdżał, ale wydaje mi się, że to przez nasz słaby alkohol. U nich raczej mocniejsze wódki mają. Chyba. Kilka dni po tym, jak wrócił do domu mówił, że też siadła elektrownia, ludziom odbiło itp. Niektórzy wyglądają okropnie. On sam też nie czuje się najlepiej.
Dziwny naród, ci Rosjanie. Jak tak o tym myślę, to mnie też coś wzięło i puścić nie chce. Czas na wełniane skarpety i kubek grzanego wina goździkami. Dziś w super kinie Harry Potter, to będzie co oglądać. Gitajcie się tam!





28.01.2015 roku
Godzina 4:54

Środek nocy, a ja nie mogę spać... Igła-man, mój jeż, się pochorował... Tak na amen. Wziął i kopnął w jeżowy kalendarz... Jest mi naprawdę źle. Przez godzinę bidulek charczał i prychał, nie chciał jeść ani pić, potem zaczął się trząść, wydał ciche "iiiiit" i przewrócił się na bok... Krótko go znałem, ale zdążyłem się już przyzwyczaić do niego i tego cichego skrzypienia kołowrotku po nocach...
Czas na pogrzeb... Zasłużył na dobry pochówek i git miejsce w jeżowym niebie pełnym mączniaków, jabłuszek i jesiennych liści. Spoczywaj w pokoju Igła-manie...



29.01.2015 roku
Godzina 16:30
Właśnie wróciłem od pana Pyrgala. To naprawdę złoty człowiek o wielkim sercu. Cieszę się, że mogę z nim porozmawiać. Śmierć jeżyka dała mi mentalnego kopa i przybiła jeszcze bardziej. Niestety nie chciał mi się zwierzyć, gdy zapytałem, czemu wygląda tak blado i niewyraźnie. Powiedział, że jest git i nie muszę się niczym przejmować, bo mam własne problemy na głowie i to on jest od tego, żeby mi pomóc. No cóż, nie chciałem pchać kichawy w nieswoje sprawy. Mam tylko nadzieję, że mnie nie zarazi. Jutro jadę do schroniska zaadoptować jakiegoś zwierzaczka. Pamiętajcie! Jak możecie, adoptujcie! Kupowanie nie jest git, bo w schroniskach jest pełno duszyczek czekających na kochającą rodzinę.

piątek, 24 stycznia 2020

Rozdział 1

Początek Apokalipsy


23.01.2015 roku
Godzina 13:21


Byłem dzisiaj u lekarza. Psychiatry. Psychologa? Jakiś doktor Myrgal... Pyrgal... Jeden pieron kto to, mówili, że mi pomoże. Miał na ścianie tyle dyplomów i tytułów, że ledwo farbę było widać. Bogacz pewnie.
Przegadaliśmy chyba ze dwie godziny, po czym stwierdził, że na moją przypadłość będzie dobre prowadzenie dziennika. No to piszę. Tylko kto by pisał dzisiaj cokolwiek na papierze? Chryste, jest XXI wiek. No to założyłem bloga. Witam wszystkich.



23.01.2015 roku
Godzina 15:31


Najdziwniejsze w pisaniu bloga jest to, że nie mówi się na to "pisanie bloga", tylko "prowadzenie bloga"...
Generalnie na co dzień nie mam do kogo gęby otworzyć. Mój jeż śpi dzień w dzień, wstaje jak ja idę spać. Kto mi polecił to zwierze? Eh, bogowie...
Czas iść na jakieś zakupy do apteki, bo jakoś mnie coś bierze... Coś na rozgrzanie i będzie git!
Trzymajcie się tam w tym świecie.